akcja lato banner

Lista książek najbardziej rozchwytywanych

       
roz akad roz alcatraz roz call roz emeryt
       
roz gustaw roz mala roz maly roz zula

Spotkanie z Jackiem Fedorowiczem w Bibliotece Publicznej w Grójcu

jacek fedorowicz male

"Miałem wiele talencików"
Bohaterem spotkania 10 kwietnia 2019 roku w Miejsko-Gminnej Bibliotece Publicznej w Grójcu był mistrz satyry, wyrafinowanego humoru i błyskotliwej ironii – Jacek Fedorowicz. Środowe spotkanie odbyło się z okazji premiery jego najnowszej książki Chamo Sapiens, Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2018.

 

 

 

Spotkanie tradycyjnie zainaugurowała Dyrektor Kinga Majewska, która powitawszy wszystkich uczestników wraz z Wiceburmistrzem Gminy i Miasta Grójec Jarosławem Rupiewiczem, zapowiedziała gościa słowami krytyka literackiego i teatralnego Janusza R. Kowalczyka: "Wszechstronny twórca, obdarzony wieloma talentami, przede wszystkim satyryk i aktor, z wykształcenia artysta malarz. Ponadto: konferansjer, aktor tekstów, scenarzysta, felietonista, prozaik, radiowiec, reżyser, grafik, karykaturzysta, humorysta, przenikliwy obserwator i komentator rzeczywistości". (culture.pl)

Dość przypomnieć, że Jacek Fedorowicz urodził się 18 lipca 1937 roku w Gdyni. Rodzice byli warszawianami pracującymi na Wybrzeżu w polskiej gospodarce morskiej, ojciec wykładał na tamtejszej akademii. Jako siedmioletnie dziecko przeżył powstanie warszawskie. Maturę zdawał mając 15 lat. Ukończył studia na Wydziale Malarstwa Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku.

Gość środowego spotkania pozwolił sobie odwołać i ustosunkować się do przywołanych słów Dyrektor Kingi Majewskiej, twierdząc, że opinia Janusza Kowalczyka jest wystawiona zapewne trochę po koleżeńsku, z tytułu wieloletniej znajomości sięgającej jeszcze czasów działalności Piwnicy pod Baranami. „Nieprawda, że jestem człowiekiem wielu talentów – twierdzi Fedorowicz – właśnie cierpiałem, bo natura nie dała mi talentu. Miałem tylko talenciki: malarski do pisania i recytowania".

Czasy studiów

- Talenciki wykorzystywałem najpierw żeby zarobić, a potem zadowolić swoje ambicje – wyznaje Fedorowicz. Będąc na studiach pracowałem jak dziki osioł – dodaje. Rano biegł do drukarni, tam wykonywał prace techniczne, następnie w redakcji „Dziennika Bałtyckiego” po godz.14.00 wykonywał winiety (później również w innych czasopismach m.in.: "Dookoła świata", "Po prostu", "Szpilki"). W czasie studiów rozpoczął także współpracę z gdańskim radiem jako autor i aktor. Następnie lubował się w dowcipach rysunkowych, do których dołączył podpis, z kolei ten ostatni z czasem został rozbudowany i zyskał formę felietonu, zaś rysunek ostał się ilustracją tekstu.

Będąc na trzecim roku studiów przestał być wreszcie najmłodszy na uczelni. Miło wspomina ten czas, zważywszy, że wiąże się on z poznaniem studentki pierwszego roku. Sytuację tę skomentował słowami" "tupnęło mną tak, że zwariowałem". Owa studentka ujrzała go na scenie Teatru satyrycznego Bim-Bom, grał wówczas w sztuce główną rolę. Poprosiła go o pożyczkę, robiła to dość regularnie, jak suma doszła do 1600 zł to Jacek Fedorowicz postanowił, że oświadczy się jej. Studentka oświadczyny przyjęła i jest żoną rozmówcy od 62 lat. Tym większa była jego radość, gdyż jak twierdzi był: „ohydny z gęby, pryszczaty, niezguła, rachityczny i wychudzony”. – Teraz jestem upasiony – dodaje.

Teatr Bim-Bom

W dalszej kolejności satyryk opowiedział o Teatrze Bim-Bom. W roku akademickim 1954/1955 założył go wraz z Bogumiłem Kobielą i Zbigniewem Cybulskim w Gdańsku. Grali w nim przede wszystkim, oprócz ww. Tadeusz Chyła, Jerzy Afanasjew, Tadeusz Wojtych. Teatr ów powstał na wzór Studenckiego Teatru Satyryków w Warszawie. "Trzeba było się zdobyć na to, żeby się odważyć, na szczęście kruszał już stalinizm" – powiada Fedorowicz.

Festiwal Piosenki w Opolu i inna działalność telewizyjno – estradowo – radiowa.

Padło również zapytanie od uczestników o festiwal opolski. Jak twierdzi rozmówca, wraz z Piotrem Skrzyneckim był konferansjerem pierwszego Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu (1964r.). Festiwal ów był czymś w rodzaju rewolucji – powiada Fedorowicz. Drugą edycję festiwalu prowadził wraz z Lucjanem Kydryńskim. Potem festiwal został przechwycony przez telewizję i uładzony – wyznaje Federowicz.

W 1968 roku dostąpił zaszczytu emisji telewizyjnej Maratonu Kabaretowego, którego nazwę przekształcił w Kabareton. Tu debiutowali m.in.: Grechuta i Grześkowik. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych występował również w Telewizji Polskiej, gdzie współtworzył programy rozrywkowe m.in.: "Poznajmy się", "Małżeństwo doskonałe", "Kariera". Często występował na estradzie, najpierw w kabarecie Wagabunda (m.in.: z Marią Koterbską i Bogumiłem Kobielą), następnie z Bohdanem Łazuką, Tadeuszem Rossem, Piotrem Szczepanikiem i Ryszardem Markowskim w programie "Popierajmy się". Zapytany o „Małżeństwo Doskonałe”, twierdzi, że było ono czymś w rodzaju rewolucji kulturalnej. – Chciałem zaszczepić rozrywkę typu amerykańskiego – dodaje – czyli wskazać na dowolną tematykę, umiejętność swobodnego zachowania się przed kamerą, humor. Niestety, tylko pierwszy program został zarejestrowany na taśmie.

Ponadto Jacek Fedorowicz stworzył wiele charakterystycznych ról filmowych, m.in. w filmach: "Do widzenia, do jutra" (1960r. debiut filmowy), "Małżeństwo z rozsądku" (1966r.), "Polowanie na muchy" (1969r.), "Orkiestra niewidzialnych instrumentów" (2009r.). Dość przypomnieć, że wraz ze Stanisławem Bareją napisał scenariusze do filmów: "Poszukiwany, poszukiwana" (1972r.) i "Nie ma róży bez ognia" (1974r.). – W filmie "Nie ma róży bez ognia" dobrze wypadłem – powiedział Fedorowicz – tylko dlatego, że nie umiałem niczego grać. – Mam talent radiowy. Mogę udawać i oszukiwać przed mikrofonem, ale nie przed kamerą – dodaje rozmówca.

W latach siedemdziesiątych był współautorem radiowego magazynu satyrycznego"60 minut na godzinę" (Program III), gdzie występował w kilkunastu rolach, tworząc między innymi postacie Kolegi Kierownika i Kolegi Kuchmistrza. Radiowy program, który okazał się czymś niezwykłym w 1981 roku w całej produkcji radiowo-telewizyjnej, był bardziej popularny od seriali. Co istotne, nie zostało wypowiedziane w nim żadne zdanie, które byłoby miłe i przychylne władzy – twierdzi Fedorowicz. W latach osiemdziesiątych uprawiał satyrę podziemną, publikował utwory w wydawnictwach i prasie drugiego obiegu. W latach dziewięćdziesiątych prowadził w TVP program "Dziennik Telewizyjny", ośmieszał reżimowy dziennik tv, zmieniając propagandowy komentarz na własny, przewrotny i satyryczny. Parodiował nierzetelność przekazywanych informacji.

Dość przypomnieć także, że od 1999 roku publikował cotygodniowe felietony satyryczne – do 2008 w "Gazecie Telewizyjnej" (dodatku "Gazety Wyborczej"), następnie w środowym dodatku kulturalnym "GW".

Książki

Następnie nasz gość przywołał najważniejsze jego zdaniem publikacje książkowe. Pierwszą pt.: "W zasadzie tak" wydał w 1975 roku. Co ważne, spotkała się ona z entuzjastycznym przyjęciem. Stefan Kisielewski napisał w recenzji: "to najbardziej antykomunistyczna książka w historii, wydana przez pieniądze komunistów". "Święte krowy na kółkach" (2017r.) – to tytuł kolejnej książki wskazanej przez Fedorowicza. Tytuł odwołuje do kultury jazdy rowerem mieszkańców stolicy. W publikacji można znaleźć wypowiedzi na przeróżne tematy, około dziesięciu felietonów dotyczy zagadnień języka, "mam naturę belfra, jak ktoś kaleczy język, to go poprawiam" – twierdzi Fedorowicz.

"Chamo sapiens" – to książka składająca się z wybranych, najlepszych zdaniem pisarza, tekstów, zarówno kabaretowych, jak i radiowych. Znajduje się tu również 260 ilustracji także wybranych z archiwum całego życia, swoisty "rozrzut formy i hulanka różnych technik” – powiada Fedorowicz. To jednocześnie "pożegnanie z talencikiem" – dodaje autor.

Biegi długodystansowe

Przedostatni punkt spotkania dotyczył pasji naszego rozmówcy, którą jest bieganie. Jacek Fedorowicz biega amatorsko od ponad 40 lat. Do niedawna uprawiał biegi długodystansowe. Rok temu wziął udział w półmaratonie – jak twierdzi – to był ostatni bieg na takim dystansie. Teraz robi tzw. dzięsiątki. Biega amatorsko, jest szósty w ogólnopolskiej klasyfikacji w biegu na 10 km. (1 godz. i 3 s.). Jadąc do Grójca zatrzymał się na stacji, po to by pobiegać. Jak twierdzi: "godzinę zrobiłem, żeby nie zardzewieć". Popełnia również felietony związane ze swoją pasją, ukazują się w polskiej edycji "Runner's World".

W dalszej kolejności Jacek Fedorowicz przeczytał napisane w tym dniu felietony okolicznościowe, jeden z nich dotyczył egzaminu gimnazjalnego, w sposób prześmiewczy trafnie diagnozował obecną sytuację w szkolnictwie.

Nasz gość to niezwykle barwna osobowość. Spotkanie trwało blisko dwie godziny, wyzwoliło wiele pytań od jego uczestników. Satyryk swoje opowieści życiowe przeplatał zabawnymi anegdotami, scenkami rodzajowymi, dał świetny popis recytacji i interpretacji, stosownie modelując głos tworzył odpowiednią atmosferę. Z przyjemnością, zarówno przed jak i po spotkaniu, rozdawał autografy. Było to wyjątkowe popołudnie, nieczęsto bowiem spotykamy osoby, które zawodowo zajmują się rozśmieszaniem.

"To na dzisiaj wszystko, dziękuję Państwu za uwagę i do zobaczenia, jeszcze nie wiadomo kiedy i gdzie, ale za to prawie na pewno" – z promiennym uśmiechem wypowiada ostatnie zdanie na stronie promowanej książki alter ego naszego gościa, czyli Konferansjer.

Katarzyna Gaczyńska

jacek fedorowicz podczas spotkania

jacek fedorowicz autor podpisuje ksiazki