Lista książek najbardziej rozchwytywanych

       
mroz chata chlopiec ktory znalazl slonce dziewczynka
       
zaby klucz czarodziejka tajemnica

II nagroda w XXXVII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2017”

Wiersze zdobywczyni II nagrody w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim
„O Laur Jabłoni ‘2017” – pani Edyty Wysockiej z Miastka.

Godło „Kanna”

A pejzaż drgał

„Dzieciństwo jest niezapomniane

Przez słodkie dźwięki, zapachy

I ciemne chwile dojrzałego pamiętania”

Czerwiec ma w powietrzu nadzwyczajną przeźroczystość,

jak suknia pani M. nad naszym stawem, który po latach

nazwaliśmy bagienkiem zdrady.

Chcę ci przypomnieć tamtą wiosnę, gdy w trzcinach kryły się

Młode gągoły i różowate żurawiny.

My, tata i piękna pani M. w sukni roześmianej słońcem…

Lapinusy-samosiejki drażniły nozdrza,

a pszczoły nabrzmiałe wdzięczyły się do nenufarów,

o których tata uczenie – apis mellifera.

Byliśmy tam, nie rozumiejąc nic,

nie mogąc pojąć uścisku gęstwin, gdzie ciemna wilgoć

rozłaziła się zygzakowato w żmije, wije i jaszczurki zwinki.

Tylko ten strach dziecięcy, bo w głębi – tata i ona…

Chcę ci przypomnieć, mój braciszku, smutną twarz mamy,

Gdy podaje tacie codzienną zupę.

Wciąż sen:

kolorowy pejzaż drga, stara bryczka i pani M.

w zmiętej sukni, która od oczu taty aż przeźroczysta.


Uciec

 Potężny jesteś głosie ciemny

                               Z wnętrza

                                                G.T.

 Szósta. Chyba świta. Śnią się pustynie bez wody.

Łazienka. Radio dwójka. Penderecki?

Wysokie „c” wchodzi w mózg pogłosem „Lśnienia”.

Czy to od samego Stanleya Kubricka?

Chyba głuchnę, bo podkręcam się na maksymalny ton.

Może ja Beethoven i przede mną dzieła doskonałe?

Lustro. Czy to twarz artysty w zapaści wiekuistej?

Proszki! Gdzie? Tyle tu kartek, zapisków, prób…

Żeby zasnąć, szybko, bo stukanie i strach.

Z muszli robaki, na stole czaszki, w kącie kot skulony –

niezwyczajnie mruczy, nie chce mleka, a zawsze lubił.

Żeby tylko nie pojawił się Tamten,

chociaż tyle po nim, co w lichej urnie.

A przecież miał wiedzę i rozum profesora filozofii.

I co z tego, że miał?

Cały porządek światów odczytał dopiero po drugiej stronie.

Albo i nie?


Hipnoza

Odeszliśmy od siebie.

Przeszłość zamknięta na dwa razy.

Tak bardzo osobni, że nawet wierne oczy psa

nie przypominają o potrzebie wspólnego przebywania.

Samotność przełożona na język drwiny.

Chodzimy cichutko, by nie wybudzić się z letargu,

nazwanego życiem.

Półotwarte oczy zatrzaskują drzwi obrazów,

do których boimy się zbliżyć,

a dotyk, ten najbardziej odważny ze zmysłów,

chyłkiem się wymyka.

Swoją przyszłość obrysowujemy nieporadnie

krzywą linią horyzontu, ucieczką

za parawan emocjonalnej anoreksji,

w komiksowe ramy,

w szelest telewizyjnych odgłosów.

Czasem tylko budzi nas sen.

Sen, co przywraca ciepło ciała,

dotyka obrazami z tamtego świata,

tamtym brzmieniem słów,

tamtą codziennością.

 

Za horyzontem

 Teraz nie tak, odległość zdarzeń,

„czas pożera rzeczy”.

A tam barwne krajobrazy sepiowych fotografii

i śmiech pełen nas.

Uchylają się drzwi po stopy ręce i usta,

wypełniają wschodami i drobiazgami.

On szuka nietoperzy zwróconych ku światłu

i ja czegoś tam bez sensu.

Siorbię z jego ręki zmięte żurawiny,

zaglądam w niebo i w słońca jaskrów,

którymi obrzuca mnie niezgrabnie.

Niewprawne palce skraplają się

zapachem wodorostów, małymi czułościami.

Obgryzam skórki z warg,

mam pajęczyny we włosach i błoto wszędzie.

Natura wyzwolona z sieci zaskakuje,

święte ramki brudnieją.

To ten chłopak co procą z pestek,

w kurzu za zasłoną, w kurzu na strychu…

Powiedziałeś kiedyś, że życie to dzieciństwo.

Tamte grzechy drobne i delikatne.

Afrodyzjaki niewinności, co sieją gwiazdki

niczym święta najświętsze.

I ból ich ciepły, i łzy tylko dobrymi łzami.

O taaak!


Późny erotyk

Jeszcze kwitną wrzosy,

mrówki się moszczą w kopczykach igliwia

i pająki rozpinają słoneczne witraże.

Na twojej twarzy rosa,

wilgoć czuła i jedyna,

którą dzisiaj chcę poznać.

Siedzę na kamieniu i patrzę

jak pręgi światła rozjaśniają

smagłe szczyty twoich ramion.

Wchodzę w ten obraz całą swoją istotą,

bo ty jesteś bożek leśny, fetysz,

afrodyzjak z mchu i grząskiej ściółki.

Rumienią się liście mojej skóry,

a słowa niewiele znaczą,

coraz mniej znaczą,

nic nie znaczą –

tylko ciało.

Przymykam oczy,

wyłączam przeszłość i przyszłość,

książki, wiersze, Mozarta, lęki, depresję,

Boga, skrupuły, konwencje, konwenanse…

Panie mojej zdrady,

teraz już tylko las, wirujące niebo

i cała czułość wszechświata,

gdy dotkniesz mnie,

lepką,

jak szadź brzozowej żywicy.